Nie znam jeszcze wszystkich "cudownych" możliwości pisania bloga, powoli staram się uczyć, zaglądać, "rozkminiać to ustojstwo". Pewnie kiedyś dojdę do wprawy, a zanim ja dojdę do wprawy wymyślą pewnie coś bardziej "nowoczesnego" hihi....
Teraz zamiast skupić się na pisaniu pracy licencjackiej to ja skupiam się na pisaniu bloga. Oj tak nie może być ale posiedzę jeszcze chwilkę i obiecuję że wrócę do swojego planu. Tak właśnie....skończyłam moją przygodę z Uniwersytetem Szczecińskim, Wydziałem Teologicznym na kierunku Italianistyka. Tak może nie do końca bo pozostała mi do napisania praca licencjacka i potem obrona. Niby spełniałam jedno ze swoich wielkich marzeń czyli studiowałam język włoski, ale zawsze jest jakieś ale.... Ja chyba za bardzo się w to wszystko zaangażowałam emocjonalnie, przeżywałam każdy zjazd, sesję i egzaminy. Totalna tragedia przez trzy lata, może dla tego ze człek zwykły miał jakieś ambicje i honor i jak coś nie poszło to wydawał się wstyd wielki. Przy okazji tej nerwówki nabawiłam się przepukliny żołądka......na serio!!! Sama bym na to nie wpadła, myślałam, ze wykończę się z bólu. Chyba nie źle musiało boleć, żebym to ja poszła sama , z własnej woli do lekarza i to jeszcze na gastroskopię. Ze mną nie tak zaraz do lekarza. O cudownej uczelni można pisać w nieskończoność. Największym pozytywem tego czasu są ludzie których poznałam na uczelni. To są wspaniałe dziewczyny i kobiety, nie omijając oczywiście naszego "męskiego rodzynka" czyli Wojtka K. Bez nich ani rusz, ani na krok. Nawet teraz wspierają mnie dzielnie. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Tak ze staram się jakoś stworzyć tą moją pracę i może nawet uda mi się ją obronić. Poczekamy...zobaczymy... Takie są założenia na dzień dzisiejszy.
Pozdrawiam cieplutko i powoli już wiosennie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz